8:00 — 19:00

Pra­cu­je­my Ponie­dzia­łek — Sobota

+48 668 935 668

Dzwoń w Każ­dej Sprawie.Tu i Teraz!

MATKO BÓJCA a NUMER

Ożeż kurwa ! Ja pierdykam.

Na warszawskich Powązkach, pochowano urnę z prochami Lidii Lwow-Eberle, lat 100 z kilkoma miesiącami, oczywiście na moment biologicznej śmierci.
Gówno by to kogo obchodziło i chuj by o tym wiedział, gdyby na pogrzebie nie było prezydenta Dudy, premiera Morawieckiego i … o tym później.

Zasadniczym powodem, dla którego urna pani Lidii Lwow,

obec­nie puł­kow­ni­ka, była zaszczy­co­na przez naj­waż­niej­sze oso­by w pań­stwie było to, że swo­je­go cza­su upra­wia­ła ona sex albo, jak to napi­sa­no w Biu­le­ty­nie IPN 11/2020 „była nie­od­łącz­ną towa­rzysz­ką życia”, nie­ja­kie­go majo­ra Szen­dzie­la­rza „Łupasz­ki” – ongiś zbrod­nia­rza wojen­ne­go i pospo­li­te­go mor­der­cy, dziś puł­kow­ni­ka Woj­ska Pol­skie­go i boha­te­ra narodowego.

Z dru­giej stro­ny patrząc, nasi mężo­wie sta­nu, też nie przy­szli na pochó­wek i zapew­ne kon­so­la­cję po próż­no­ści. Pobyt na takim wyda­rze­niu, pie­de­sta­li­zu­je ich przed spo­łe­czeń­stwem, przy­da­jąc auro­ry nad­zwy­czaj­no­ści. W każ­dym razie według ich oso­bi­ste­go wyobrażenia.

I my też żeśmy tam byli.

Wyobraź­cie sobie: Powąz­ki. Sty­czeń. Las krzy­ży. Mino­ro­wa atmos­fe­ra. Ziąb, jak pod Sta­lin­gra­dem. Ludzi smut­nych kupa, jed­ni w maskach na twa­rzach nie­któ­rzy nie… i co my tam jesz­cze widzimy ?
Otóż widzi­my, że pan pre­mier Mora­wiec­ki pcha wózek inwa­lidz­ki.  Rozu­mie­cie?! pre­zes Rady Mini­strów pcha fotel na kół­kach a na tym wóz­ku spa­ra­li­żo­wa­na od pasa w dół, w pam­per­sie, cier­pią­ca na nie­trzy­ma­nie moczu, aryt­mię ser­ca, demen­cję, mat­ka pre­mie­ra lat 90 i pół, Jadwi­ga Mora­wiec­ka. Czu­je­cie to ?! On sta­rusz­kę cier­pią­cą na star­czą apa­tię i egzy­sten­cjal­ne lęki, aby pod­trzy­mać na duchu, zabrał na cmen­tarz na spacer !

Pan pre­mier Mora­wiec­ki bał się z mat­ką spo­tkać pod­czas wigi­lii świąt Boże­go Naro­dze­nia mie­siąc temu. Żeby mat­ka się nie zara­zi­ła a i on na zdro­wiu nie pod­upadł. Gadał z mamu­sią onli­ne, czym się na Face­bo­oku chwa­lił. Ona we Wro­cła­wiu, on w War­sza­wie, przez Inter­net, za pomo­cą komputera.
Nato­miast, kie­dy jest pogrzeb zupeł­nie obcej Mora­wiec­kie­mu a w każ­dym razie i na pew­no, jego mat­ce oso­by, to pan Mora­wiec­ki po mat­kę dwie limu­zy­ny wysy­ła ( mamy nadzie­ję, że mamie w takich warun­kach natu­ry i sta­nu zdro­wia nie kazał chy­ba jechać pocią­giem), żeby 10 godzin, czy ile się tam teraz z tego Wro­cła­wia do War­sza­wy jedzie, tłu­kła się przy­du­sza­na masecz­ką na dzio­bie, ryzy­ku­jąc nie­do­tle­nie­nie na sku­tek sła­bej wen­ty­la­cji płuc.

Kie­dy w cza­sach Kowi­da, umie­ra się w tym kra­ju na obrzęk bło­ny ślu­zo­wej albo odci­ski w gar­dle, bo otrzy­ma­nie jakiej­kol­wiek pomo­cy lekar­skiej, nie mówiąc już o pra­wi­dło­wej dia­gno­zie, gra­ni­czy z cudem, pan pre­mier, wła­sną mat­kę z gru­py naj­wyż­sze­go ryzy­ka, wie­zie zapew­ne 400 km w jed­ną stro­nę, 400 w dru­gą , żeby se cmen­tar­ną alej­ką pojeź­dzi­ła na rowe­ro­wych kółkach.

A po co ?

A po to aby zaist­nieć, jako porząd­ny synek pcha­ją­cy star­czy wózek. Czu­je­cie kobie­ta sto­ją­ca nad gro­bem, gra w wyre­ży­se­ro­wa­nym przez synal­ka przed­sta­wie­niu, mają­cym przy­spo­rzyć mu popularności.
I to się nawet w pew­nym sen­sie uda­ło. Dzien­ni­ka­rze „Super Expres­su”, zauwa­ży­li w całej swo­jej dzien­ni­kar­skiej wraż­li­wo­ści i koniecz­nej dla tego zawo­du głu­po­cie iż: „Widok mamy i syna na pogrze­bie boha­ter­ki był wyjąt­ko­wo wzruszający.”

Nie jest to oczy­wi­ście pierw­sza huc­pa Mora­wiec­kie­go. Poprzed­nie wyczy­ny pro­wa­dzą­ce do sła­wy na skró­ty, nie były jed­nak aż tak anty­ludz­kie. Pamię­ta­my te dzie­ci, adop­to­wa­ne przez pre­mie­ra, sie­ro­ty, któ­re rze­ko­mo o swo­jej adop­cji dowie­dzia­ły się z łamów „Super Expres­su”. Oka­za­ło się to potem nie być praw­dą, tyl­ko dzia­ła­niem ste­ro­wa­nym przez spin dok­to­rów Urzę­du Rady Mini­strów. Albo to nosze­nie przez Mora­wiec­kie­go paczek star­szej pani pozo­sta­ją­cej w kwa­ran­tan­nie. Przed­sta­wie­nie o zero­wej wia­ry­god­no­ści ale nie dla elek­to­ra­tu PiS‑u. Ale żeby sza­fo­wać życiem wła­snej matki !!!

A może się myli­my?! Wszak mat­ka pre­mie­ra jest w wie­ku, kie­dy rze­czy osta­tecz­ne sta­ją się waż­ne. Może synek chciał jej po pro­stu poka­zać, jak prze­bie­gać będzie jej wła­sny pogrzeb, z kom­pa­nią repre­zen­ta­cyj­ną, hono­ra­mi i prze­mó­wie­niem pre­zy­den­ta, mar­szał­ka sej­mu a może nawet Kaczyń­skie­go. Czy żałob­ni­cy będą dosta­tecz­nie smut­ni. Jak wyglą­da kolum­ba­rium, w któ­rym umie­ści się sprosz­ko­wa­ną mamu­się. No i czy lep­szy był­by bisek­su­al­ny marsz żałob­ny Cho­pi­na, czy może nie­co poważ­niej­szy i stu­pro­cen­to­wo hete­ro­sek­su­al­ny marsz pogrze­bo­wy Feli­xa Men­dels­sohn ‘a ?

Prawem śmierci jest przyjść kiedy jej się podoba,

jed­nak może moż­na ten fakt jakoś nie­co nego­cjo­wać ? Sko­ro nie da się opóź­nić, to może trze­ba przy­spie­szyć ? – pod­da­je­my uważ­nej roz­wa­dze genial­nej eki­py dorad­ców pre­mie­ra od wize­run­ku poli­tycz­ne­go. Albo … zgon zata­ić. Mat­kę denat­kę do lodów­ki wsa­dzić i wydo­stać ją stam­tąd w sto­sow­nej chwi­li. Trze­ba by zatem teraz, uzy­skać jej pisem­ną zgo­dę na zamro­że­nie zwłok a z sane­pi­dem spra­wę na pew­no pre­mie­ro­wi przyj­dzie załatwić.

Cóż może Jadwi­ga Mora­wiec­ka ma już zapla­no­wa­ny ter­min wyle­wu i przy­szła z synem obsta­lo­wać sobie powąz­kow­ską kwa­te­rę. Ktoś taki powi­nien być przy­go­to­wa­ny i rozu­mieć to lepie niż kto­kol­wiek inny, że wymiar jego pogrze­bu będzie miał cię­żar poli­tycz­ny. Uro­czy­sto­ści nie powin­ny odbyć się w waka­cje, kie­dy ludzie sie­dzą na pla­żach albo kie­dy mistrzo­stwa świa­ta w pił­kę kopa­ną. Nie­far­tow­na koin­cy­den­cja śmier­ci mat­ki pre­mie­ra była­by po pro­stu nie­po­we­to­wa­ną stratą.

Powiedzmy tak:

niech się przy­da­rzy kry­zys par­la­men­tar­ny lub Pol­skę wyrzu­cą z Unii albo wycią­gną Mora­wiec­kie­mu, że obsi­kał kiosk, kie­dy był mini­stran­tem. Wte­dy niech mat­ka wycią­ga kopyta !
Co za szczę­ście! Jaka ulga ! Rzec moż­na euta­na­zja ! Mar­ke­tin­go­wy pocisk : rela­cja z pogrze­bu mat­ki pre­mie­ra, na któ­rym zaszlo­cha­ny kocha­ją­cy syn, roz­pa­mię­tu­je swo­ją rodzi­ciel­kę i wygła­sza pate­tycz­ną mowę:

„ W cza­sie woj­ny tyle­kroć ocie­ra­ła się o śmierć. Potem z moim ojcem nie było jej wca­le lżej. Nie moż­na zapo­mi­nać, że wcho­dząc w zwią­zek z Kor­ne­lem, mia­ła lat pra­wie trzy­dzie­ści a ten był jed­nak jesz­cze 18-let­nim dziec­kiem. Rzec trze­ba, że mój ojciec doj­rze­wał do praw­dzi­wej męsko­ści przy mat­ce, obda­ro­wu­jąc ją czwór­ką dzie­ci. To ona dba­ła o to, żeby­śmy mie­li co jeść, w co się ubrać, kie­dy jej mąż wal­czył z nie­ludz­kim reżi­mem, pod­pa­la­jąc alta­nę na ogród­kach dział­ko­wych, nale­żą­cą do sie­pa­czy z SB. Jak­że było jej cięż­ko, kie­dy przed samym sta­nem wojen­nym ojciec opu­ścił ją, aby tym razem zwią­zać się z 15 lat od nie­go młod­szą kochan­ką. Prze­ży­ła i to dla dobra Polski.”

To nie jest kabaret, ani literatura.

Takie są fak­ty mro­żą­ce krew w żyłach, ponie­waż doty­czą czło­wie­ka, któ­ry jak­kol­wiek nie odpo­wia­da za to jakim świat pan bóg stwo­rzył, ale w dużej mie­rze, jak się on dalej obraca.

Ostat­nio odtrą­bio­no suk­ces wal­ki z wiru­sem ponie­waż, tak tego dokład­nie nie powie­dzia­no, ale ilość zgo­nów sta­ty­stycz­nie rok do roku była w 2020, tyl­ko o 16 pro­cent więk­sza niż w 2019. W tym samym cza­sie król szwedz­ki przy­znał się do poraż­ki pro­gra­mu wal­ki z epi­de­mią, ponie­waż sta­ty­stycz­ny wzrost pozio­mu zgo­nów wyniósł aż 7 proc.
Te nasze 16 pro­cent to jest oko­ło 63 tys. mar­twych oby­wa­te­li wię­cej niż przed rokiem. Mniej wię­cej tyle, ile zgi­nę­ło nas pod­czas ata­ku Nie­miec na Pol­skę w 1939 roku. Oko­ło 35 tys. zmar­ło na kowid i za to tak napraw­dę trud­no jest wła­dzę winić.

Nato­miast pozo­sta­łe dwa­dzie­ścia parę tysię­cy, zmar­ło z powo­du wadli­we­go zarzą­dza­nia pań­stwem. Nikt ich nie zaata­ko­wał. Wykoń­czył ich, nasz wła­sny rząd. Pośród tych ofiar było 12–14 tys. waszych matek i ich matek. Te kobie­ty mogły­by jesz­cze żyć, gdy­by rząd zacho­wy­wał się roz­sąd­nie i rozumnie.

Napisał:

Robert Jaruga

NOTA REDAKCYJNA

 


Nota Redak­cyj­na, to sto­pień  dosko­na­ło­ści tek­stu, jaką zda­niem zespo­łu redak­cyj­ne­go osią­gnął autor mozo­ląc się przy komputerze.

Ów sto­pień wyra­ża­my w pro­cen­tach, ponie­waż wszyst­ko, co zawie­ra pro­cen­ty jest dużo bar­dziej god­ne uwa­gi niż to, co pro­cen­tów nie zawie­ra,  vide piwo bezalkoholowe.

Ide­al­ny tekst, czy­li taki, któ­ry nie ist­nie­je otrzymałby

100 PROCENT

Dziś dajemy:

0

Ponieważ:

Czło­wiek potrze­bu­je swo­jej mat­ki tak dłu­go, aż zacznie żyć. Potem powi­nien się od niej oddzie­lić. Jest to waż­na kwe­stia, o któ­rej w tym tek­ście nie ma.

O AUTORZE :

Jest suk­ce­sem repro­duk­cyj­nym ojca Józe­fa i mat­ki Marii. Jasno z tego wyni­ka, że uro­dził się w świę­tej rodzi­nie. Skoń­czył dzien­ni­kar­stwo w War­sza­wie i nauki poli­tycz­ne w Hamburgu.

Wol­no mu więc o sobie mówić, że jest praw­dzi­wym ham­bur­ge­rem. Pocie­sza go, że skła­da się z inte­li­gent­nej mate­rii o masie 1300 gra­mów (waga mózgu). Mar­twi, że zli­cza­jąc masę 7,3 miliar­da mózgów zamiesz­ku­ją­cych Zie­mię wycho­dzi, że inte­li­gent­na mate­ria sta­no­wi pomi­jal­ny pro­cent mate­rii nie­in­te­li­gent­nej, z któ­rej skła­da się makro­ko­smos. (Per­fek­cyj­ny w pie­lę­gna­cji swej inte­lek­tu­al­nej nie­za­leż­no­ści – przyp. red).

ZOSTAŃ AUTOREM 

bądź jednym z nas

Nawkładaj Autorowi ile wlezie


Formularz Kontaktowy

    SKOMENTUJ


    ALE…

    Możesz zamie­ścić swój komen­tarz  poni­żej. Być może obraź­li­wy, prze­śmiew­czy a nawet wul­gar­ny pod warun­kiem, że pod­pi­szesz go wła­snym imie­niem i nazwi­skiem figu­ru­ją­cy­mi w  doku­men­tach metrykalnych.
    Wszel­kie komen­ta­rze, któ­rych auto­rzy wsty­dzą się tego co myślą i co zatem idzie piszą, przez co rozu­mie­my nie­chęć do wyja­wia­nia swo­ich danych będą usuwane.
    Nato­miast jeże­li czu­jesz potrze­bę nawsa­dza­nia auto­ro­wi bez­po­śred­nio a chciał­byś pozo­stać ano­ni­mo­wy, użyj for­mu­la­rza kon­tak­to­we­go powyżej.
    Two­je uwa­gi, zgryź­li­wo­ści oraz jak przy­pusz­cza­my rów­nież peany, tra­fią bez­po­sred­nio do skrzyn­ki mailo­wej auto­ra. Wią­że się to z nie­bez­pie­czeń­stwem, że możesz nawet otrzy­mać jakąś odpo­wiedź, pro­po­zy­cję lub zostać wyzwa­ny na pojedynek.


    TY DECYDUJESZ, ILE ZAROBI AUTOR

    W życiu wydawcy nadchodzi ten krytyczny moment, kiedy trzeba zapłacić za opublikowany tekst.
    Po drugie żaden wydawca, tego nie lubi, bo chciałby wydawać wszystko z wyjątkiem pieniędzy.
    Po pierwsze musi on dokonać trudnej sztuki wyszacowania wartości artykułu, w oparciu o subiektywne kryteria, mogące być przecież krzywdzące.
    Aby pozbyć się tego pierwszego problemu, scedowaliśmy radość wyceny pracy redaktorów na czytelników.
    To Twoja decyzja wpływa na to :  czy będzie kaszanka, czy kawior ?
    Klikając na pieniążki poniżej przyznasz autorowi od 1 do 5 zł !

    Owego aktu sprawiedliwości możesz dokonać tylko raz ! 

    W rezultacie owych kliknięć, na koncie autora, pojawi się zagregowana kwota zadysponowanego przez czytelników wynagrodzenia (iloczyn średniej wyceny i liczby wyceniających).

    Te pieniądze w żaden sposób Cię nie obciążają. Nie są odejmowane, ani dodawane  do wartości Twojej subskrypcji. Nic cię zatem nie kosztują.

    Kierując się najwyższą starannością i uczciwością odpowiedz sobie na pytania :
    1. Ile jest warte, co przeczytałeś ?
    2. Na ile zmniejszyło strefę niewiedzy ?
    3. A może czytanie w ogóle zdeprecjonowało Twoje rozumienie świata?

    Dysponuj pieniędzmi pamiętając, że honorarium pomniejszone zostanie o podatek oraz składkę ubezpieczeniową, stanowiące razem ok. 48 proc. jego wartości .

    Brak komentarzy

    Co o tym myślisz ?