8:00 — 19:00

Pra­cu­je­my Ponie­dzia­łek — Sobota

668–935-668

Dzwoń w Każ­dej Sprawie.Tu i Teraz!

DUDA PÓJDZIE Nieba NUMER a do Nasz Prezydent, sprawia wrażenie, że posiada dwa umysły w jednej głowie.
Jednym mu się zdaje, że ma dostatecznie dużo testosteronu, który predysponuje go do roli samca alfa a może nawet króla Rzeczpospolitej, pod czas gdy drugi umysł, to dość skomplikowane, rozpamiętuje symultanicznie, jak miło było być w przedszkolu, choć znęcali się nad nim koledzy.

Ostatnio ten człowiek o charyzmie szklanki wody wyjawił wielką tajemnicę i cel swojej prezydentury. Jest nią Kosmos!

POLSKA STRATEGIA KOSMICZNA

Pod­czas kon­fe­ren­cji „Tech­no­lo­gie Przy­szło­ści. Prze­mysł kosmicz­ny” w Pała­cu Pre­zy­denc­kim twier­dził, że zosta­ła napi­sa­na, a więc jest, Pol­ska Stra­te­gia Kosmicz­na z któ­rej jasno wyni­ka, że do 2030 roku, pol­ska dzia­łal­ność na ryn­ku kosmicz­nym sta­no­wić będzie 3 proc. świa­to­we­go obro­tu. Świa­to­we wydat­ki (bo o to chy­ba pre­zy­den­to­wi cho­dzi­ło) na eks­plo­ra­cję Kosmo­su wyno­szą 330 mld dol. a owe skrom­ne 3 proc. – to jest 50 mld zł, czy­li mniej wię­cej tyle ile budże­ty poli­cji, woj­ska i szkol­nic­twa wyż­sze­go obec­nie razem.

Następ­nie wystą­pi­ła Pani mini­ster przed­się­bior­czo­ści i tech­no­lo­gii, boże pozwól mi zapa­no­wać nad emo­cja­mi, Emi­le­wicz jej nazwi­sko, któ­ra, gdy­by rów­nie spraw­nie posłu­gi­wa­ła się noga­mi co języ­kiem pol­skim, to ścia­ny nie pomo­gły­by jej ustać. Twier­dzi­ła, że pierw­szą stra­te­gię pol­skiej poli­ty­ki kosmicz­nej napi­sał Miko­łaj Koper­nik 475 lat temu. No cóż poli­ty­ka PiSu w ogó­le opar­ta jest na fak­tach w mniej­szym stop­niu, niż to się powszech­nie wydaje.

SEJM TEŻ CHCE W KOSMOS

A fak­ty są takie, że nie było­by żad­nej poli­ty­ki kosmicz­nej, gdy­by Sejm w 2014 roku nie przy­jął usta­wy o Utwo­rze­niu Pol­skiej Agen­cji Kosmicz­nej (POLSA). Jedy­nym rze­czo­wym uza­sad­nie­niem usta­wy było to, że do Euro­pej­skiej Agen­cji Kosmicz­nej Pol­ska pła­ci ok. 60 mln euro rocz­nie skład­ki, nato­miast potęż­ny pol­ski sek­tor kosmicz­ny nie ma z tego ani gro­sza, ale gdy będzie miał pro­gram, otrzy­my­wać będzie 100 mln euro rocz­nie. Przy zało­że­niu, że Agen­cja Kosmicz­na kosz­to­wać mia­ła 10 mln zł, per sal­do, jeste­śmy na tym do przo­du jakieś 38 mln euro. Za pod­bo­jem Kosmo­su było więc 434 posłów, 3 wstrzy­ma­ło się od gło­su – zna­czy nie mie­li pewności.

Pierw­szym pro­ble­mem z jakim zma­ga­ła się Pol­ska Agen­cja Kosmicz­na była loka­li­za­cja. Ze wzglę­du na jej domnie­ma­ny pre­stiż oraz sko­ja­rze­nie z Hewe­liu­szem umiej­sco­wio­no ją w Gdań­sku pod adre­sem przy uli­cy Trzy Lipy 3. Stąd bli­żej też było do sły­ną­ce­go Koper­ni­kiem Toru­nia, niż z War­sza­wy. Spo­wo­do­wa­ło to pew­ne pro­ble­my logi­stycz­ne. Mia­no­wi­cie miesz­ka­ją­cych na sta­łe w Gdań­sku pra­cow­ni­ków Agen­cji było trzech. Pozo­sta­li, jak przy­sta­ło na spe­cja­li­stów od Kosmo­su dola­ty­wa­li na Lot­ni­sko Wałę­sy w Gdań­sku z War­sza­wy. Pozwo­li­ło to wydać im na bile­ty lot­ni­cze 200 tys. euro w pierw­szym roku dzia­łal­no­ści, w dru­gim rów­nież. W koń­cu spe­cja­li­ści od rze­czy nie­ziem­skich stwier­dzi­li, że to tro­chę bez sen­su. Od tego roku Agen­cja Kosmicz­na, dzię­ki prag­ma­ty­ce PiS‑u, mie­ści się w War­sza­wie a jej nowym pre­ze­sem został nie­ja­ki pan Brona.

PAN BRONA

Jak moż­na prze­czy­tać na witry­nie inter­ne­to­wej kosmicz­nej agen­tu­ry: Agen­cja zrze­sza, dzia­ła na rzecz roz­wo­ju, koor­dy­nu­je dzia­ła­nia w sfe­rze wspar­cia, dba o roz­wój poten­cja­łu, repre­zen­tu­je, dora­dza, wspo­ma­ga, usu­wa barie­ry na dro­dze postę­pu, aktyw­nie anga­żu­je się w budo­wę, pro­mu­je, inte­gru­je i sty­mu­lu­je, odpo­wia­da za kształ­to­wa­nie, sku­pia się i roz­wi­ja, podej­mu­je klu­czo­we decy­zje, popu­la­ry­zu­je i pod­no­si wie­dzę, opi­niu­je, pro­du­ku­jąc  nie­zli­czo­ne doku­men­ty o ogól­nie nie­zro­zu­mia­łej tre­ści, któ­re zafa­scy­no­wać mogły­by jedy­nie nie­miec­kie­go urzęd­ni­ka Zollamtu.

Choć z pozo­ru są to utwo­ry nie­po­trzeb­ne to jed­nak koniecz­ne i uty­li­tar­ne, ponie­waż dzię­ki nim Agen­cja nabie­ra sto­sow­nej ran­gi oraz sta­tu­su, któ­re są, póki co, bar­dzo skrom­ny­mi począt­ka­mi naszej dro­gi do zamiesz­ka­nia na Marsie.

KOSMICZNE GWOŹDZIE

To oczy­wi­ście nie może być tanie! Kosmos wyma­ga poświę­ceń! Stwo­rze­nie i utrzy­ma­nie jed­ne­go sta­no­wi­ska pra­cy w Agen­cji kosz­tu­je nas śred­nio 200 tys. zł rocz­nie. Ostat­nio wybuchł skan­dal, bo zaraz po posta­wie­niu przez NIK zarzu­tów zbyt swa­wol­ne­go posłu­gi­wa­nia się pań­stwo­wy­mi pie­niędz­mi, pro­mi­nent­ni funk­cjo­na­riu­sze Agen­cji wypła­ci­li sobie nagro­dy w łącz­nej kwo­cie ponad 500 tys. zł, bo im się nale­ża­ły. Po prostu !

Nie moż­na powie­dzieć, że Agen­cja nicze­go poży­tecz­ne­go nie zro­bi­ła. Otóż uda­ło jej się prze­ko­nać nie­któ­re fir­my, że są to fir­my kosmicz­ne. Nigdzie nie jest prze­cież powie­dzia­ne, że jeże­li dotąd fabry­ka pro­du­ko­wa­ła śru­by, to te śru­by nie mogą się przy­dać przy skrę­ca­niu waha­dłow­ców lub choć­by wóz­ków, na któ­rych astro­nau­ci prze­wo­żą swo­je kije gol­fo­we. A astro­nau­ci potrze­bu­ją takich wóz­ków rów­nież na Księ­ży­cu – vide przy­pa­dek odwie­dza­ją­ce­go Księ­życ Ala She­par­da, któ­ry w 1971 roku roze­grał tam szle­mi­ka w golfa.

Nagle się oka­za­ło, że kame­ry, wiąz­ki prze­wo­dów elek­trycz­nych, pro­gra­my kom­pu­te­ro­we, czuj­ni­ki wibra­cji, emi­te­ry pod­czer­wie­ni, pane­le sło­necz­ne, dźwi­gi, a tak­że kosze na śmie­ci, któ­re do tej pory były zwy­kły­mi i pospo­li­ty­mi, sta­ły się wytwo­ra­mi, któ­re moż­na a nawet nale­ży użyć pod­czas eks­plo­ra­cji Dro­gi Mlecz­nej. Moż­na śmia­ło przy­jąć, że pro­du­ku­ją­ce je fir­my nale­żą do bran­ży dyna­micz­nie się roz­wi­ja­ją­ce­go prze­my­słu kosmicznego.

Na te kosmicz­ne pro­duk­ty zresz­tą łatwo jest uzy­skać dota­cje z Euro­pej­skiej Agen­cji Kosmicz­nej – co też w prost­szy spo­sób prze­ko­nu­je przed­się­bior­ców, że są w isto­cie bar­dziej kosmicz­ni, niż im się do tej pory wydawało.

Jak­kol­wiek nie moż­na powie­dzieć, że nasz prze­mysł  kosmicz­nych pude­łek tek­tu­ro­wych, księ­ży­co­wych papie­ro­wych kub­ków, jed­no­ra­zo­wych far­tu­chów i ochra­nia­czy na buty, masek prze­ciw­py­ło­wych, oraz flag – fla­gi w pod­bo­ju Kosmo­su są naj­waż­niej­sze, ta jed­na któ­rą dosko­na­le pamię­ta­my, ame­ry­kań­ska taka zatknię­ta na Księ­ży­cu, kupio­na zosta­ła w  sie­cio­wym skle­pie dys­kon­tów „Kmart i Sears”,  „Wszyst­ko po 5$” za 5,5 USD,  nie przy­czy­ni się w kapi­tal­ny spo­sób do   pod­bo­ju Kosmosu.

BOIMY SIĘ TROCHĘ

Tak napraw­dę egzy­sten­cjal­nym lękiem napeł­nia nas, że ojciec naro­du tak w ów pod­bój zaan­ga­żo­wa­ny, nie wyja­śnia napraw­dę po co w ten Kosmos mamy fru­nąć, gdzie prze­cież jest zim­no, ciem­no, pusto i ma on zapach sma­żo­ne­go ste­ka, gorą­ce­go meta­lu i opa­rów spa­wal­ni­czych. A to jest wszak spra­wa fundamentalna!

Aby pomóc nie­co panu pre­zy­den­to­wi dorzu­ci­my do jego apa­ra­tu poję­cio­we­go kil­ka pereł mądrości.

TROCHĘ ASTRONOMICZNEJ WIEDZY

Naj­waż­niej­szym powo­dem, dla któ­re­go musi­my udać się w Kosmos jest to, że tam są bogo­wie. Tak, tak! Mars, Nep­tun, Saturn, Uran oraz Słoń­ce, któ­re do tego same­go pan­te­onu nie nale­ży, ale jego boskość we wła­snej oso­bie potwier­dzić by mogli wszy­scy sta­ro­żyt­ni z łaciń­skiej obec­nie Ameryki.

War­to odwie­dzić Księ­życ, na któ­ry moż­na by doje­chać samo­cho­dem poru­sza­ją­cym się 100 km/h w cią­gu 6 mie­się­cy choć­by po to, aby stra­cić na wadze i to od razu 84 proc. masy swo­je­go cia­ła. Taka die­ta cud w każ­dym wyzwa­la­ła by zabój­cze wręcz ude­rze­nie hor­mo­nu szczę­ścia zwa­ne­go endor­fi­ną. Poza tym od 46 lat niko­go tam nie było, więc war­to było­by zoba­czyć, czy nie zaszły jakieś rewo­lu­cyj­ne zmiany.

Obie­cu­ją­cym kie­run­kiem podró­ży był­by Mars – ale Duda nas tam nie prze­wie­zie, bo to czer­wo­na pla­ne­ta.  Ma on już swo­ją fla­gę. Pierw­szą mapę Mar­sa nary­so­wa­no w 1840 roku a obec­nie jest już tam Google Maps – czy­li cho­dzi­li­by­śmy po nim, jak po Mar­szał­kow­skiej. Nie ma tam pro­ble­mu glo­bal­ne­go ocie­ple­nia, ponie­waż śred­nia tem­pe­ra­tu­ra wyno­si minus 63 stop­nie Cel­sju­sza. No i była­by tam radość dla hima­la­istów, ponie­waż oka­za­ło­by się, że zdo­by­cie Eve­re­stu było niczym wobec wierz­choł­ków się­ga­ją­cych 22 km ku Słoń­cu.  Jedy­ną wadą było­by to, że skra­ca się tam życie. Mar­sjań­ski rok trwa tyle ile ziem­skie 2. Acha wysył­ka listów była­by dość dro­ga. Bry­tyj­ska Kró­lew­ska Pocz­ta obli­czy­ła, że nada­nie stan­dar­do­we­go listu na odle­głość 562 mln km, według jej cen­ni­ka, kosz­to­wać powin­no 11 600 funtów.

Nie war­to jechać na Plu­to­na – dziu­ra w dupie zabi­ta decha­mi. Byle co, mniej­sze od nasze­go Księ­ży­ca. Plu­ton był tyl­ko przez 76 lat pla­ne­tą, bo w 2006 – ode­bra­no mu to mia­no, czy­li  jak­by zabra­no mu pra­wa miej­skie. Poza tym rok trwa tam 248 ziem­skich lat – więc czło­wiek by nie dożył do pierw­szych urodzin.

Wenus też do nicze­go się nie nada­je. Pla­ne­ta dla schi­zo­fre­ni­ków, hipo­kry­tów lub nawy­ko­wych kłam­ców. Słoń­ce wscho­dzi tam na zacho­dzie – bo poru­sza się toto w prze­ciw­nym kie­run­ku niż wszyst­kie inne pra­wi­dło­wo roz­wi­ja­ją­ce się pla­ne­ty. Do tego obra­ca się dłu­żej wokół wła­snej osi niż obie­ga Słoń­ce. Czy­li Wenu­sjań­ski rok trwa kró­cej niż wenu­sjań­ski dzień. Dość cie­pło. 500 stop­ni Cel­sju­sza. Wystę­pu­ją oso­bli­we opa­dy atmos­fe­rycz­ne. Kro­ple roz­to­pio­nej mie­dzi zamiast desz­czu oraz płat­ki żela­za zamiast śnie­gu. Nie wie­my co jest z gra­do­bi­ciem. Wichu­ry zasu­wa­ją z pręd­ko­ścią odrzu­tow­ca, nawet 800 km/h. Jedy­na zale­ta jest taka, że pla­ne­ta zbli­żo­na jest roz­mia­ra­mi do Ziemi.

Byle­ja­kość Satur­na, spra­wia wra­że­nie, jak­by zro­bio­ny był po pija­ne­mu i przed zawa­łem ser­ca. Skła­da się owo głów­nie z lodu, kurzu i pumek­su. Moż­na było­by latać nad tym wyma­chu­jąc ręko­ma niczym skrzy­dła­mi. Nie doro­bił się nawet porząd­nej grawitacji.

Nie­co bar­dziej obie­cu­ją­cy jest Uran – nato­miast bez dobre­go ame­ry­kań­skie­go samo­cho­du mogą­ce­go prze­je­chać 1000 km na litrze pali­wa nie ma co się tam wybie­rać.  Jeden ura­no­wy kilo­metr ma 63 kilo­me­try ziem­skie, więc wszę­dzie jest dale­ko, jak na koniec świa­ta. Czas się dłu­ży, rok trwa pra­wie 82 lata. Jako dwu­la­tek jesteś już praw­do­po­dob­nie tru­pem. Do tego zim­no minus 210 stop­ni. No i jak mie­li­by­śmy się tam nazy­wać: Ura­nia­nie, Ura­ni­ści, Uro­lo­dzy. Nie warto.

WSZYSCY JESTEŚMY KOSMITAMI

W tym Kosmo­sie, w któ­ry Duda chce się wysłać, nie ma w zasa­dzie nicze­go, co nie wzbu­dza­ło­by przy­naj­mniej kon­tro­wer­sji. Nam się wyda­je, że taniej i prag­ma­tycz­niej było­by reali­zo­wać pra­gnie­nie lep­sze­go życia tutaj na Zie­mi a pan pre­zy­dent niech, jako dru­gi Polak wybie­ra się w Kosmos, jeże­li chce.

A jak już pole­ci, no bo nie powie­my tego teraz, aby nie robić mu przy­kro­ści, zdra­dzę wam wiel­ką tajem­ni­cę. W grun­cie rze­czy, my wszy­scy już jeste­śmy w Kosmo­sie i bez fał­szy­wej skrom­no­ści może­my nazy­wać się kosmi­ta­mi.  I jest tu na Zie­mi tyle zaga­dek do roz­wią­za­nia. Na przy­kład: Jak to jest być motylem?

.

Napisał:

Dr Warlecki

NOTA REDAKCYJNA

 


Nota Redak­cyj­na, to sto­pień  dosko­na­ło­ści tek­stu, jaką zda­niem zespo­łu redak­cyj­ne­go osią­gnął autor mozo­ląc się przy komputerze.

Ów sto­pień wyra­ża­my w pro­cen­tach, ponie­waż wszyst­ko, co zawie­ra pro­cen­ty jest dużo bar­dziej god­ne uwa­gi niż to, co pro­cen­tów nie zawie­ra,  vide piwo bezalkoholowe.

Ide­al­ny tekst, czy­li taki, któ­ry nie ist­nie­je otrzymałby

100 PROCENT


Dziś dajemy:

0

Ponieważ:

Taaakie sobie. Gdy­by Ame­ry­ka­nie byli podob­ny­mi mal­kon­ten­ta­mi nigdy nie sta­nę­li­by na Księżycu.

O AUTORZE :

Poczę­ty przez szla­chet­nych rodzi­ców w nie budzą­cych wąt­pli­wo­ści oko­licz­no­ściach. Postać abso­lut­nie nie­ska­zi­tel­na, ide­al­na i uniwersalna.

Któ­rej nie moż­na pocią­gnąć do odpo­wie­dzial­no­ści kar­nej, ani pognę­bić w pro­ce­sie cywil­nym. Czy­li już powin­ni­ście zro­zu­mieć, że nie ist­nie­je. Dr War­lec­ki to pseu­do­nim, za któ­rym kry­je się jed­na umy­sło­wość ale w róż­nych mózgach, repre­zen­tu­ją­cych kil­ka punk­tów widze­nia. Byt tyleż praw­dzi­wy, co abs­trak­cyj­ny. Wie­le oczu, tyle samo uszu i kil­ka kilo sza­rych komó­rek. Chcie­li­śmy go nazwać nawet pro­fe­so­rem, ale poprze­sta­li­śmy na skrom­niej­szej tytulaturze.

ZOSTAŃ AUTOREM 

bądź jednym z nas

Nawkładaj Autorowi ile wlezie


Formularz Kontaktowy

    SKOMENTUJ


    ALE…

    Możesz zamie­ścić swój komen­tarz  poni­żej. Być może obraź­li­wy, prze­śmiew­czy a nawet wul­gar­ny pod warun­kiem, że pod­pi­szesz go wła­snym imie­niem i nazwi­skiem figu­ru­ją­cy­mi w  doku­men­tach metrykalnych.
    Wszel­kie komen­ta­rze, któ­rych auto­rzy wsty­dzą się tego co myślą i co zatem idzie piszą, przez co rozu­mie­my nie­chęć do wyja­wia­nia swo­ich danych będą usuwane.
    Nato­miast jeże­li czu­jesz potrze­bę nawsa­dza­nia auto­ro­wi bez­po­śred­nio a chciał­byś pozo­stać ano­ni­mo­wy, użyj for­mu­la­rza kon­tak­to­we­go powyżej.
    Two­je uwa­gi, zgryź­li­wo­ści oraz jak przy­pusz­cza­my rów­nież peany, tra­fią bez­po­sred­nio do skrzyn­ki mailo­wej auto­ra. Wią­że się to z nie­bez­pie­czeń­stwem, że możesz nawet otrzy­mać jakąś odpo­wiedź, pro­po­zy­cję lub zostać wyzwa­ny na pojedynek.


    TY DECYDUJESZ, ILE ZAROBI AUTOR

    W życiu wydawcy nadchodzi ten krytyczny moment, kiedy trzeba zapłacić za opublikowany tekst.
    Po drugie żaden wydawca, tego nie lubi, bo chciałby wydawać wszystko z wyjątkiem pieniędzy.
    Po pierwsze musi on dokonać trudnej sztuki wyszacowania wartości artykułu, w oparciu o subiektywne kryteria, mogące być przecież krzywdzące.
    Aby pozbyć się tego pierwszego problemu, scedowaliśmy radość wyceny pracy redaktorów na czytelników.
    To Twoja decyzja wpływa na to :  czy będzie kaszanka, czy kawior ?
    Klikając na pieniążki poniżej przyznasz autorowi od 1 do 5 zł !

    Owego aktu sprawiedliwości możesz dokonać tylko raz ! 

    W rezultacie owych kliknięć, na koncie autora, pojawi się zagregowana kwota zadysponowanego przez czytelników wynagrodzenia (iloczyn średniej wyceny i liczby wyceniających).

    Te pieniądze w żaden sposób Cię nie obciążają. Nie są odejmowane, ani dodawane  do wartości Twojej subskrypcji. Nic cię zatem nie kosztują.

    Kierując się najwyższą starannością i uczciwością odpowiedz sobie na pytania :
    1. Ile jest warte, co przeczytałeś ?
    2. Na ile zmniejszyło strefę niewiedzy ?
    3. A może czytanie w ogóle zdeprecjonowało Twoje rozumienie świata?

    Dysponuj pieniędzmi pamiętając, że honorarium pomniejszone zostanie o podatek oraz składkę ubezpieczeniową, stanowiące razem ok. 48 proc. jego wartości.

    Brak komentarzy

    Co o tym myślisz ?